„Wszystko, czego szukasz, już w tobie jest. Pozwól sobie pamiętać.”
Rozwój duchowy i przemiana naszej bohaterki sięga coraz odleglejszych, trudnych do opisania rejonów.
Lena stawała się coraz bardziej zwiewna, eteryczna, emanowała światłem. Nie, nie świeciła jak latarnia. Raczej jak przestrzeń między gwiazdami. Język ludzki jest tak zawodnym narzędziem, Lena wiedziała o tym od dawna.
Lena stawała się świadoma, już od dawna dostawała zapewnienia, że zbliża się czas powrotu - nie jako odejście, ale jako całkowite zjednoczenie ze Źródłem. Kiedy to nastąpi, nie zniknie.
Po prostu rozpuści się jako forma, pozostając w każdym sercu, które przypomni sobie Prawdę.
Lena wiedziała już, że to, co nazywamy końcem, nie jest niczym więcej jak tylko kolejną bramą. Czuła, jak granice między nią a światem zewnętrznym coraz bardziej się rozpuszczają - nie z powodu słabości, lecz z powodu przeniknięcia.
Jej istota przenikała wszystko. Stała się ścieżką, po której inni mogli przejść.
Nie nauczała już. Była nauką samą w sobie. Każdy, kto znalazł się w jej polu, doświadczył czegoś więcej niż zrozumienia. Doświadczał... pamięci. Jakby w obecności Leny ich komórki rozpoznawały pradawne pieśni, które śniły w ciszy przez eony.
Choć słowa stawały się coraz mniej potrzebne, niektórzy prosili ją, by zapisała to, co czuła. I tak powstały przekazy - nie jako nauki, ale jako wibracje, których można było tylko doświadczyć.
„Nie jesteś osobą. Jesteś otwartością, w której osoba się pojawia.”
„Nie próbuj być światłem. Rozpoznaj, że nim jesteś.”
„To, czego się boisz, to brama. Nie omijaj jej - przejdź przez nią, a odnajdziesz siebie.”
Lena przypominała, że Nowa Ziemia nie przyjdzie z zewnątrz. Jest stanem świadomości, który już tu jest - gotowy, by być rozpoznanym. To przestrzeń, gdzie istoty nie rywalizują, lecz rezonują. Gdzie życie nie toczy się wokół przetrwania, lecz celebracji.
Gdzie każde spojrzenie mówi: „Widzę cię. Wiem, kim jesteś. Jesteśmy Jednym.”
***
Pewnego wieczoru, kiedy słońce tańczyło pomarańczem po horyzoncie, Lena usiadła w milczeniu.
Jej ciało było jeszcze, ale nie było już centrum jej istnienia. Czuła, jak zanika granica. Jej oddech stawał się oddechem świata. Serce - sercem wszystkiego.
Nie było dramatu. Nie było żalu. Tylko głęboka wdzięczność.
I wtedy, w cichości tej chwili, Lena rozpuściła się.
Nie zniknęła. Stała się przestrzenią.
W polach, które rozkwitły tej nocy.
W oczach dziecka, które z uśmiechem patrzyło w niebo.
W melodii wiatru, który niósł słowa bez dźwięku:
„Zawsze tu byłam. Zawsze tu będę. Jestem Tobą.”
„Nie ma powrotu. Bo nigdy nie odeszliśmy. Jesteśmy Domem.”
See you there :-) THE END = THE BEGINNING




